sobota, 5 stycznia 2013

10. Człowiek

Teologia wschodnia podkreśla wyraźnie, że pierwotnym przeznaczeniem człowieka był raj, i że owo przeznaczenie pozostawiło w strukturze człowieka, mimo katastrofy grzechu pierworodnego, niezatarty ślad, który na „zawsze określa byt ludzki” i „nawet po upadku ciąży na przeznaczeniu człowieka na ziemi”. „Wrodzona tęsknota za nieśmiertelnością i rajem utraconym”, o której pisze Evdokimov, może być niewyczerpanym źródłem melancholii, może też rodzić tę metafizyczną rozpacz, którą opisywał Szestow („nie jestem stąd” – mówi bohater „Legendy”). Ale owa „pamięć”, ten niezatarty boski ślad w duszy człowieka daje mu też możliwość spoglądania w kierunku utraconej niebiańskiej rzeczywistości.

Można zapytać: skąd bierze się na „Legendzie” radość, skąd pochodzi ów, wspomniany w „Przebłysku” wraz z ogniem, „beztroski śmiech”? Nie jest on przecież czymś błahym, nie jest też rozpaczliwym śmiechem szaleńca. „W śmiechu postrzegam zasadę wyzwalającą, zwyciężającą władzę codzienności” – pisał Bierdiajew. I taki fantastyczny „uśmiech na dnie” („Opowieść zimowa”) pojawia się wyraźnie w kilku miejscach „Legendy”. Towarzyszy na przykład przywoływaniu biblijnych cudów w „Niezwyciężonym” („Szarańcza pożera olbrzymów / I woda tryska ze skał / I nic tu nie ma do rozumienia”), pojawia się też wobec „znawców”, którzy twierdzą, że „Wschód jest za daleko”. Zawsze w miejscach, gdzie rzeczywistość tego świata jest kwestionowana i nadłamywana.

Wszystko to dziwne sprawy przygód duchowych, inspiracji i nawiedzeń. Ale przecież bohater „Legendy” to istota niejednoznaczna i tajemnicza: niejako porzucona w świecie i osamotniona, ale z drugiej strony to przyjaciel i brat („Kochaj mnie”, „Opowieść zimowa”). W jego sytuację wpisany jest ból, ubóstwo, lęk, grzech i śmierć, ale też bunt, twórcza pasja, radość i śmiech. Przebywając w zwyczajnym świecie (dom, las, pies, droga) wciąż znajduje się pomiędzy tymi przeciwieństwami, między biegunami. A jest w nim też coś demiurgicznego, jest ta tajemnica, która umożliwia mu wchodzenie w relacje z wyższym światem - mówiąc językiem teologii wschodniej: jakaś wyraźna pneumatoforyczność. Przypomina to drzewo, o którym mówił Budzyński w cytowanym wcześniej wywiadzie, że „jest miejscem, gdzie może znaleźć schronienie boski posłaniec, ptak – duch – wiatr, który wieje tam gdzie chce – symbol wolności, pieśni i iluminacji”. Już Kochanowski zresztą pisał: „poeta, ze dwojej złożony / Natury” i „Już mi w ptaka białego wierzch się głowy mieni; / (…) / A z ramion sążeniste skrzydła wyrastają”. Ciekawe, bo „Legenda” również odnosi się do problemu twórczości, a przedstawiając twórcę używa podobnej metaforyki – w „Niezwyciężonym” słyszymy przecież: „Jak orzeł spadasz na zdobycz / Ofiarą jestem ja / I piórem z twojego skrzydła / Na wodzie rysuję ślad”. Bohater „Legendy” jest twórcą („To moja pieśń”), i mimo, że ma świadomość nieprzystawalności swej twórczości do tego co chciałby opisać, osiągnąć („żałosna lampa słów” i piosenka, która „nie nadąży i tak”), to jednak podejmuje się tej pracy - w ciągłej relacji ze światem wyższym: „Buduję dom, gdzie zamieszkasz i Ty”.


Sposób przedstawienia twórczej natury człowieka na „Legendzie” bardzo przypomina to, w jaki sposób ujmował ją Mikołaj Bierdiajew. Po pierwsze za „twórczość” uznawał on nie tyle samo tworzenie dzieł kultury, co „wstrząs i poryw całej ludzkiej istoty, ukierunkowanej ku innemu, wyższemu życiu, ku nowemu bytowi”. Podkreślał, że „doświadczenie twórcze nie jest refleksją nad własną niedoskonałością, jest zwróceniem się ku przemienieniu świata, ku nowemu niebu i nowej ziemi”. Podobny charakter i podobną temperaturę mają przeżycia bohatera „Legendy”. Podobne są też jego doświadczenia: twórczy poryw na płycie („Światło, świeć!”) przynosi przecież niespodziewanie wizję świata przemienionego, pozbawionego demonicznej skorupy, oświetlonego niebiańskim blaskiem. Bierdiajew zaznaczał, że „twórczy akt człowieka nie może być całkowicie określany przez materiał, który daje świat”, pojawia się w nim „nowość niezdeterminowana z zewnątrz”, co związane jest z metafizyczną wolnością człowieka. Z „Legendą” jest podobnie: jako dzieło sztuki odwzorowuje oczywiście materię tego świata, ale układa ją w sposób, który kwestionuje jej ostateczność. Na płycie pojawia się też ten twórczy błysk, żywe mgnienia, związane z wnętrzem, z humorem. Według Bierdiajewa owocem twórczego porywu nigdy nie staje się realna przemiana tego świata – to co przedstawia zrealizowane dzieło sztuki, ma jedynie symboliczny charakter. I rzeczywiście: „Legendę” możemy odczytywać jako symbol, jak znak twórczych możliwości człowieka, jego relacji z siłami duchowymi, ale też jako emanację jego wolności. A mówiąc o granicach naszej rzeczywistości „Legenda” staje się też znakiem końca tego świata.

Bierdiajew pisał, że „umiłowanie twórczości jest brakiem umiłowania „świata”, jest niemożliwością pozostania w granicach tego „świata”. Mówił też, że twórczość jest niemożliwa „jeśli nie ma konfliktu, zderzenia z normą i prawem, jeśli nie ma „zakazanej miłości”, wewnętrznych wątpliwości i sprzeczności, (…) jeśli nie istnieje sfera tego, co problematyczne, nie ma męczących wysiłków rozwiązania nowych problemów, nie ma poszukiwania prawdy, która nie spada z góry w gotowej i zastygłej postaci, jeśli nie ma walki ducha”. Podkreślał, że „sztuka ma znaczenie wyzwalające i oczyszczające”, mówił wręcz, że „Królestwo Boże przychodzi również przez twórczość człowieka”. Widać w tym ogromną wagę, jaką ów „filozof wolności” przywiązywał do twórczych możliwości człowieka, co wiązało się zresztą z wyznawaną przez niego ideą Bogoczłowieczeństwa. „Legenda” może nie idzie w tym kierunku aż tak daleko, ale z drugiej strony już wcześniej mówiliśmy o obrazie współdziałania Boga i człowieka na płycie, o tej swoistej synergii, która pozostaje w zgodzie z tym co mówił święty Maksym Wyznawca: „Aby osiągnąć niebo, człowiek posiada dwa skrzydła: własną wolność i łaskę Bożą”. Ciekawe zresztą jest to, że w tych miejscach „Legendy”, w których mamy do czynienia z „twórczymi porywami” pojawia się wciąż motyw blasku, a w „Przebłysku” pojawia się nawet jego źródło, a wraz z nim rys, można powiedzieć, prometejski: „Przyniosłeś ogień”. Symbolika, z którą mamy tu do czynienia przywodzi na myśl osobę Świętego Ducha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz