sobota, 5 stycznia 2013

7. Apofatyczna teologia „Legendy”

Charakterystyczne, że „Legenda”, robiąc zwykle na słuchaczach duże wrażenie, pozostaje, jeśli chodzi o niesioną muzyką i słowem treść, nieokreślona -  trudno ująć w słowa to co odbiorców w niej najbardziej porusza. Wydaje się wręcz, że to co na płycie najważniejsze wymyka się tym kategoriom i pojęciom, którymi posługujemy się na co dzień. Nie sprawdza się tu na przykład język teologii pozytywnej, którego użył Memches w swej polemice z Prokopiukiem. Znacznie lepsze rezultaty przynosi za to sięgnięcie do starodawnej tradycji negacji - do teologii apofatycznej, która przecież zawsze obecna była w piśmiennictwie chrześcijańskim.

W tym duchu możemy odczytać już znak postawiony na samym początku płyty: wezwanie Ojca, Syna i Ducha, nad którym przechodzimy często bezrefleksyjnie do porządku dziennego. Paweł Florenski natomiast, jeden z prawosławnych teologów, w znaku Trójcy widzi kwestię światopoglądowo fundamentalną. Stwierdza bowiem: „…natknęliśmy się na takie zestawienie terminów, które dla intelektu nie ma i nie może mieć żadnego sensu. „Trójca w Jedności i Jedność w Trójcy” dla intelektu niczego nie oznacza…”. Dla niego jednak, podobnie jak dla wielu prawosławnych myślicieli, prawdziwość dogmatu o Trójcy Świętej stanowi gwarancję podmiotowości człowieka: Trójca jest wszak znakiem niemożliwego, a jeśli niemożliwe jest prawdą, to w takim razie prawa rządzące naszym światem, prawa przyrody, które poznaje intelekt, nie muszą być ostateczne. Innymi słowy: skoro racjonalne nie musi być prawdziwe, to człowiek nie musi być podporządkowany konieczności. To niby dobra wiadomość, ale równocześnie usuwa się spod nóg człowieka solidny grunt, na którym zwykło opierać się nasze życie. „Musimy albo umrzeć w agonii na naszym brzegu przepaści, albo iść po omacku i szukać „nowej ziemi”, na której „żyje Prawda” – pisał (w dość egzaltowanym stylu) Florenski - możemy wybrać, ale powinniśmy zdecydować się albo na jedno, albo na drugie. Albo poszukiwanie Trójcy, albo umieranie w szaleństwie”. Słowa te w odniesieniu do „Legendy” wydają się niezwykle adekwatne.


Podobnie zresztą sprawę stawiał Bierdiajew: „Jeśli nie ma Boga – mówił - to człowiek jest istotą całkowicie zależną od przyrody i społeczeństwa, od świata i państwa. Jeśli jest Bóg, to człowiek jest istotą duchowo niezależną”. Co ciekawe, zwłaszcza w odniesieniu do „Legendy”: owo korzystanie z duchowej niezależności, w filozofowaniu, w twórczości, sam autor „Nowego średniowiecza” nazywał „zdrową donkiszoterią”! Przeciwstawiał ją „chorobliwemu hamletyzmowi”, który, biorąc się z się z racjonalistycznej gnoseologii, skutecznie oddziela poznającego od przedmiotu poznania. Tu też pobrzmiewa dziedzictwo teologii negatywnej. A bohater „Legendy” rzeczywiście przypomina Don Kichota. Jego zagubienie w ciemnościach, rozpacz i szaleństwo powoduje zanegowanie racjonalnego porządku i próbę zawieszenia całego sensu egzystencji na tym co nieuchwytne, co może być tylko przedmiotem wiary: „Cały mój świat nie znaczy nic / Ja Ciebie ścigam, wołam Cię aby żyć!”. Cechuje go pasja, która przejawia się w korzystaniu z wszelkich sił duchowych człowieka - nie tylko intelektu, ale też intuicji czy wyobraźni. Realizuje on w tym swą metafizyczną naturę – postulowaną przez Bierdiajewa twórczą wolność.

Cała ta pasja na „Legendzie” okazuje się czymś niezbędnym, żeby sięgnąć, chociaż przelotnie, innych rejonów rzeczywistości, żeby wychwycić przebłyski wyższego świata. Mechanizm, który możemy tu zaobserwować objaśnia Paul Evdokimov: „Przeniknięcie okiem wiary do (…) nadprzyrodzonej „warstwy” rzeczywistości jest możliwe jedynie na drodze bezpośredniego, doświadczalnego wglądu, a nie poprzez schematy pojęciowe i rozumowanie dyskursywne, które prowadzą do „racjonalistycznej idolatrii””. Ów prawosławny teolog podkreśla też, że apofatyczna teologia „traktuje świat stworzony jako „miejsce teofanii”, „księgę objawień”, której „odczytywanie” powinno polegać na rozszyfrowaniu znaków (śladów, obrazów, symboli) Bożej czynnej Obecności – zagadkowej i tajemniczej”, czym kieruje specyficzna logika, zgodnie z którą „to nie nasz umysł oświetla tajemnicę, lecz tajemnica rozjaśnia mroki naszej egzystencji”.

Taka właśnie logika rządzi „Legendą”. Można poszukać od razu dosłownego potwierdzenia jej obecności na płycie: w „Niezwyciężonym” na przykład padają charakterystyczne słowa: „Oddaję Ci swój czas i czekam na znak”; w „Gdzie ja tam będziesz ty” mamy „Na niebie ślad” - „w zdumionych oczach twych”; w „Opowieści zimowej” tajemnicze poetyckie symbole: „blask, ten w dali ptak”, „w białej mgle zniszczony płaszcz”. Traktowaniem rzeczywistości stworzonej jako miejsca teofanii można też nazwać oczywiście owo wpatrywanie się w oczy psa czy wsłuchiwanie w szum fal, o których pisaliśmy wyżej, podobnie zresztą jak o tajemniczych muzycznych znakach w tytułowej „Legendzie”. Najważniejsze jednak, że „Legenda” jako całość – ów zorientowany konstrukt wzniesiony na kanwie przetworzonych mitologicznie obserwacji natury - pokazuje, że głębokie zanurzenie  się w ciemnościach pozaracjonalnego doświadczenia może nieoczekiwanie zrodzić doświadczenie epifanii. Epifania ta, mając związek z przemianami natury, nie tyle zostaje na płycie opowiedziana, co w sposób symboliczny, poprzez zastosowanie różnych środków i subtelności formy artystycznej, uobecniona. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz